O tym jak to Europejczycy zdobywali Amerykę – Najstarsze miasto USA – St. Augustine

Stany Zjednoczone to dość młody kraj. Choć jego konstytucja jest najstarszą na świecie (a Polska zaraz po USA, druga a w Europie pierwsza), to historia tego potężnego państwa nie sięga tak daleko jak większości krajów europejskich. 

Kiedy Sienkiewiczowski Zbyszko z Bogdańca przelewał krzyżacką krew u stóp Grunwaldu, za oceanem, wedle wszystkich nauk i tekstów historycznych, żaden Europejczyk nie postawił jeszcze swojej nogi… jak wszyscy dobrze wiemy ze szkoły podstawowej, to w roku 1492, okręty pod wodzą Krzysztofa Kolumba rzuciły kotwice u brzegów Ameryki. Ta data uważana jest na całym świecie jako oficjalny moment „Odkrycia kontynentu Amerykańskiego”. A samo USA? No cóż. Stany Zjednoczone, choć oficjalnie jeszcze nie istniały, również zaczęły witać u swych brzegów odkrywców ze „Starego Kontynentu”. W tym jednego z pierwszych, Hiszpańskiego podróżnika i odkrywcę Ponce De Leon. Ów konkwistador, zacumował swoje okręty u brzegów dzisiejszej Florydy, a w miejscu, gdzie jego podróż dobiegła końca, w roku 1565 założono miast St. Augustine (Saint Augustine). St Augustine, przez ponad 200 lat było swoistą stolicą hiszpańskiej prowincji jaką była właśnie Floryda. Z biegiem lat i tworzeniem się obecnych Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, istota przybrzeżnego St. Augustine traciła na ważności, aż do dziś, kiedy miasto jest jedynie reliktem historii tworzenia się Państwa Amerykańskiego i mekką turystyczną dla łaknących historycznych ciekawostek turystów.

Nasza pierwsza wizyta w St. Augustine miała miejsce na samym początku naszej przygody na Florydzie. Wybraliśmy się tam samochodem, bo z miejsca, gdzie mieszkaliśmy wystarczyło ledwie 2 godziny jazdy i już mogliśmy przenieść się w przeszłość. Właściwie to do samego początku historii USA.

Miasto położone jest na północno- wschodnim krańcu Florydy nad Oceanem Atlantyckim, niecałe 30 minut jazdy od Jacksonville, największego miasta Florydy, które jest jednym z najważniejszych portów morskich w USA. Samo miasto ma powierzchnię prawie taką samą jak nadmorskie, Polskie, Władysławowo a zamieszkuje je aż dwa razy tyle ludzi co Polski nadmorski kurort. St. Augustine na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym na tle innych mniejszych miast Florydy. Kilka osiedli mieszkalnych, centra handlowe, hotele i sklepy. Drogi szerokie i ładne jak na całej Florydzie. Im bliżej jednak dojeżdżaliśmy do ścisłego centrum, architektura zmieniała się, aż do chwili, kiedy zaparkowaliśmy samochód u podnóża Fortu Castillo de San Marcos, które to wybudowane na cyplu przy samym wejściu do portu, strzegło miasta przed najeźdźcami przed laty, a dziś, będąc Amerykańskim zabytkiem, przyciąga rzesze turystów, mogących poznać jego główne założenia, a nawet wziąć udział w prezentacji armatnich salw. Ciemne bloki kamienne będące mieszanką starożytnych muszli monumentalnie wznoszą się nad rzeką Matanzas i górują nad miastem przypominając o dawnych czasach wielkich wypraw, piratach i bitwach morskich. Turkusowa woda rozbija się o skały z hukiem przegrywając trwającą od wieków batalię z twardą skałą. Dziesiątki jachtów i łodzi cumuje na rozlewisku rzeki, u wejścia do portu a po drugiej stronie akwenu, migoczą w ostrym słońcu Florydy nowoczesne posiadłości w plażowej i mniej historycznej części miasta. Gwar turystów i postukiwanie ich butów o twardą skałę, miesza się z szumem wody i głośnym hukiem wystrzałów armatnich. Tłok i brak jakiegokolwiek cienia, zmotywował nas, aby ruszyć do starego miasta i zagłębić się w wąskie, brukowane uliczki. Na szczęście, typowy amerykański kicz i blichtr nie zawitał między prawie pięćsetletnie mury i miasto wygląda na prawdę przepięknie. Wąskie, brukowane uliczki, niskie, kamienne oraz drewniane budynki oraz klimatyczne restauracyjki razem budują klimat, który sprawia, że czujemy się niemalże jakbyśmy cofali się w czasie. Samochody nie mogą wjechać na starówkę a jedyne pojazdy jakie spotkamy na swojej drodze spacerując po starym St. Augustine to klimatyczne dorożki. Co prawda, nawet wąskie przejścia i małe uliczki nie uchroniły nas przed upałem, ale europejski klimat miasta, tak odmienny od typowych amerykańskich klimatów oczarował nas, i sprawił, że poczuliśmy się prawie tak, jak kiedy spacerowaliśmy po starych włoskich czy też hiszpańskich uliczkach i miasteczkach Europy. 

Oczywiste, że nie byliśmy jedynymi turystami przemierzającymi urokliwe zakamarki St. Augustine. Miasto każdego roku przeżywa swoiste oblężenie, bo małe uliczki starego miasta, nie były projektowane z myślą o dziesiątkach tysięcy stóp podróżników z całego świata. Przygotowani natomiast są obecni właściciele restauracji i pensjonatów, bo ceny w mieście wyższe były o około 40% niż w innych rejonach słonecznego stanu. Nasz spacer nie trwał zbyt długo, bo i sama starówka nijak ma się do znanej nam doskonale Krakowskiej czy Warszawskiej, więc po pewnym czasie upał i wycieńczenie dało nam się mocno we znak. Wracaliśmy do auta mijając małe, romantyczne pensjonaty i hoteliki. Ciasne alejki i nagrzane słońcem mury prowadziły nas labiryntem uliczek w stronę parkingu. Dziesiątki łopoczących flag z epoki wielkich wypraw, żegnało nas po pełnym wrażeń dniu spędzonym w najstarszym mieście w USA. 

Niestety, kiedy dotarliśmy do samochodu, okazało się, że upał nie tylko nam zaczął mocno doskwierać, a korki, które zawładnęły jedyną, główną drogą wyjazdową z miasta sprawiły, że przez większość czasu staliśmy w miejscu, próbując opuścić turystyczną część miasta. Przejechaliśmy most w stron plaży zostawiając za sobą gwarne stare miasto. Zaczęły pojawiać się palmy i wysokie drzewa dając wytchnienie spalonej słońcem karoserii samochodu. Im dalej odjeżdżaliśmy od centrum, tym spokojniej stawało się na drodze. Pod wieczór dojechaliśmy do położonej nieopodal miejscowości Palm Coast, gdzie zarezerwowaliśmy hotel. 

St. Augustine ujęło nas swoim historycznym pięknem. Cieszę się, że to urokliwe miejsce nie zostało w typowy dla Amerykanów sposób skomercjalizowane i nie wygląda jak na przykład Las Vegas, gdzie kicz aż zalewa przechodnia niczym wodospad na każdym skrzyżowaniu. Najstarsze miasto USA ma swój klimat i opowiada nam piękną historię. To po prostu średniowieczne, europejskie miasteczko w Ameryce. Wróciliśmy tam jeszcze kilka razy również i w okresie świątecznym, kiedy to uroku starym kamienicom i budynkom dodają bożonarodzeniowe, klimatyczne światełka, rozświetlając miasto ciepłym blaskiem. 

Pamiętaj więc Drogi Czytelniku, że jeśli kiedykolwiek wybierzesz się do USA, to naprawdę warto zatrzymać się choć na kilka godzin w St. Augustine i na własne oczy zobaczyć jak i gdzie to wszystko się zaczęło. Miłej podróży!

Dodaj komentarz