
Podczas swoich podróży dane było mi odwiedzić najróżniejsze miejsca. Głośny i zwariowany Neapol, Tureckie Kemer, gdzie na każdym roku lokalni sprzedawcy wciskają w ręce przechodniów najróżniejsze towary czy Colon w Panamie, gdzie obskurne i brudne budynki, między którymi przemykali się „lokalni” sprawiały wrażenie getta, o którym zapomniał świat. Każde z tych miejsc było unikalne i z uwagi na kulturę danego miejsca niepowtarzalne. Jest jednak na naszej planecie miejsce, gdzie stojąc na skrzyżowaniu ulic po jednej stronie witać nas będą chińskie szyldy i orientalne restauracje a po drugiej gwar rodem z włoskich uliczek i aromat świeżej pizzy. Tak właśnie jest w Nowym Jorku. „Wielkie Jabłko”, bo taki przydomek przylgnął do Nowego Jorku ma powierzchnię o połowę większą od Warszawy a zamieszkuje tam trochę więcej ludzi niż w Województwie Mazowieckim i Pomorskim razem. Czy jest tam tłok? Jest i to straszny.
W Nowym Jorku byliśmy kilka razy. Za każdym jednak razem, miasto to odkrywa przed nami coś nowego. Głównym i centralnym punktem całej hiper Metropoli jaką jest Nowy Jork, stanowi wyspa Manhattan. Znajdziemy tam biznesowe centrum, giełdę nowojorską, sławne na cały świat drapacze chmur oraz dający wyciszenie od zgiełku miasta Central Park. Na wschód od wyspy, znajdziemy Brooklyn oraz Queens z obszarami mieszkalnymi takimi jak Williamsburg, Astoria czy polonijny Greenpoint a na północy, cieszący się złą sławą Bronx. Trzy potężne lotniska dookoła Nowego Jorku obsługują rocznie setki tysięcy pasażerów, czyniąc miasto jednym z najchętniej odwiedzanych kierunków turystycznych na Świecie.
My Nowy Jork odwiedziliśmy zimą, latem oraz wczesną jesienią. A jakie naprawdę na nas wrażenie zrobiła „stolica świata”, zaraz się dowiecie.
W 2017 roku do Nowego Jorku przyjechaliśmy samochodem. Od razu zdaliśmy sobie sprawę, że jazda autem po mieście i jego okolicach to głupi pomysł. Plątanina ulic i wszechobecne korki praktycznie całą dobę potrafią zniechęcić do jazdy samochodem nawet takiego maniaka motoryzacji jak ja. Szczęśliwie, podczas naszej ówczesnej podróży, hotel wynajęliśmy z dala od Manhattanu, a do samego ścisłego centrum jeździliśmy komunikacją miejską. Od razu zaznaczam, jeżeli i Ty, drogi czytelniku wybierasz się odwiedzić właśnie Nowy Jork, korzystaj z moich błędów i nawet niech Ci nie przyjdzie na myśl wjeżdżać samochodem na Manhattan. Po pierwsze, wjazd na wyspę jest płatny i nie ma znaczenia, czy użyjemy mostu czy tunelu. W obu przypadkach za wjazd na Manhattan trzeba zapłacić kwotę w granicach 20 USD. Po drugie parking. O ogólnodostępnych miejscach parkingowych wzdłuż ulic możesz zapomnieć. Jeżeli takowe się gdzieś trafi, zapewne przed Tobą jest już sto innych aut czyhających na swoją szansę. Jeżeli jednak wpadłbyś na pomysł zatrzymać się w wąskiej uliczce blokując odrobinę ruch na drodze w oczekiwaniu na swoją szansę, zostaniesz przez nowojorczyków zbluzgany, zatrąbiony i nawyzywany tak, że odechce Ci się odkrywać to jedyne w swoim rodzaju miasto. Jedyną opcją są więc dla Ciebie funkcjonujące w podziemiach wieżowców publiczne parkingi, oczywiście płatne, gdzie kwota, którą musisz uiścić za parkowanie, zależna jest od wielkości Twojego auta. Co gorsza, to że za zaparkowanie limuzyny zapłacisz więcej niż za kompaktowe auto to jedynie jeden problem. Kolejny jest taki, że ową limuzyną musisz jeszcze wjechać na ten parking, przeciskać się między zaparkowanymi dookoła innymi autami a na koniec znaleźć miejsce, gdzie Twój pojazd się zmieści nie narażając się na zarysowania i obcierki ze strony innych użytkowników parkingu. Na koniec dodam tyko, że taki parking na cały dzień kosztować Cię będzie od 50 do 100 USD za około osiem godzin, zależnie od miejsca, gdzie postanowisz swoje auto zaparkować (dalej czy bliżej od centrum Manhattanu). Jak więc dostać się do Nowego Jorku, aby uniknąć stresu i przedwczesnej siwizny? Albo znajdź hotel poza miastem i dojeżdżaj tam komunikacją miejską, albo, tak jak my w kolejnych naszych podróżach, przyleć do miasta samolotem.
W 2021 roku z lotniska w New Ark, oddalonego od Manhattanu około 40 minut jazdy autobusem przybyliśmy do naszego hotelu w samym centrum miasta we wczesnych godzinach popołudniowych. Rozlokowaliśmy się w hotelu i ruszyliśmy na spacer. Wielokrotnie spotkaliśmy się z określeniem, że „to miasto nigdy nie śpi”. Niestety, taka jest prawda. Po wyjściu na ulice, bez znaczenia jest pora dnia czy nocy. Gwar i hałas przechodniów przeplatają się z dźwiękiem nadużywanych wręcz przez nowojorczyków klaksonów i odgłosami wydobywającymi się z wentylacji metra. Zwiedzanie miasta najlepiej zacząć od południowej części wyspy Manhattan, gdzie na cyplu wchodzącym w rzekę Hudson, znajdziemy park oraz taras widokowy, gdzie przy dostatecznie dobrej pogodzie, zdołamy wypatrzeć symbol nad symbolami nie tylko Nowego Jorku, ale i całej Ameryki – Statuę Wolności. Ogromny pomnik, który z Manhattanu majestatycznie góruje nad wodami rzek opływającymi wyspę, lecz widziany od strony południowej ginie na tle potężnych wieżowców. Idąc na północ, już po krótkim spacerze wkroczymy na Wall Street- biznesową część miasta znaną głównie z budynku giełdy. Po drodze warto przystanąć przy wykonanej w skali 1:1 rzeźbie szarżującego byka, symbolizującego nieustanną pogoń za pieniądzem i wielki sukces. Podobno, kiedy złapie się owego byka za jego… no cóż… części intymne w tylnym obszarze posągu, los ześle na zainteresowanego szczęście i powiedzenie w interesach. Nietrudno się domyślić, że kolejka do złapania byka za… każdy wie co, jest ogromna. Warto chyba jednak spróbować, bo jak każdy wie, w każdej legendzie jest ziarnko prawdy. Z Wall Street dobrze jest odbić na wschód w stronę East River i sławnego mostu Brooklyńskiego. Choć hollywoodzkie produkcje niszczyły go wielokrotnie, nawet niegdyś Godzilla dokonała żywota plącząc się w jego olinowanie, most stoi na swoim miejscu, ma się dobrze i co roku przyciąga tysiące turystów swoją architekturą i majestatem. Z mostu w słoneczny dzień widok na Manhattan zapiera wręcz dech w piersi. Ruszajmy więc dalej odkrywać miasto. Po krótkim spacerze znajdziemy się w dzielnicy chińskiej, czyli Chinatown. Uwierzcie mi, im dalej w wąskie uliczki zapuszczać się będziemy, tym bardziej poczujemy się jak w Chinach. Ze sklepowych witryn i małych restauracyjek nie przyciągną naszej uwagi wielkie szyldy czy reklamy w języku angielskim. Tutaj mówi się, czyta i żyje po Chińsku. W małych parkach między wieżowcami widać starszych ludzi siedzących w letnie popołudnie przy stole grając w karty czy Mah Jongga. W tym samym miejscu, o poranku mieszkańcy okolicznych domów spotykają się, aby trenować Tai Chi czy jogę. Magiczny świat, tak odległy dla nas, Europejczyków zamknięty z dala od swojego oryginalnego pochodzenia, między kilkoma wieżowcami w środku miejskiej dżungli. Kiedy jednak uda nam się wydostać z wąskich uliczek, aromat orientalnych przypraw i „Kaczki po Pekińsku” zastąpi, pomidorowy sos i bazylia. Witajcie we Włoszech! Choć geograficznie na mapie świata, Chiny od Włoch dzielą tysiące kilometrów, w Nowym Jorku to tylko jedno przejście dla pieszych, dokładnie przejście przez ulicę Canal Street. Tutaj architektura od razu przenosi nas w urokliwe uliczki Mediolanu czy Rzymu. Kolorowe dekoracje, setki włoskich restauracji i podobnie jak we Włoszech na „Starym Kontynencie” wszędzie słychać gwar i harmider dyskutujących ze sobą potomków emigrantów z półwyspu apenińskiego. Spacerując po dolnym Manhattanie, warto odbić trochę od gwarnych i wesołych uliczek Little Italy czy Chinatown i zatrzymać się w miejscu chyba najtragiczniejszym dla nie tylko Nowego Jorku, ale i całego nowoczesnego świata. Park-pomnik World Trade Center przywołuje wspomnienia września roku 2001, kiedy to dwa samoloty wbiły się w bliźniacze wieże światowego centrum handlu, pozbawiając życia i grzebiąc na zawsze w swoich gruzach setki niewinnych ludzkich istnień. Choć całe miasto przez całą dobę krzyczy i aż pęka od hałasu, tutaj jest cicho. Dwie fontanny zbudowane na obrysach bliźniaczych wież przypominają o tragicznych wydarzeniach sprzed ponad dekady i skłaniają do refleksji. Ponure i tragiczne za razem miejsce na mapie tak szalonego miasta.





Wracajmy jednak na nasz szlak. Idąc dalej na północ znajdziemy się wśród chyba najbardziej znanych nowojorskich drapaczy chmur. Flatiron Building, przypominający swym kształtem stare żelazko, Empire State Building, również niszczony setki razy przez Hollywood w tym i King Konga, przez dekady dzierżył palmę najwyższego budynku na świecie i w końcu Rockefeller Center, stojący w kwadracie kilku ulic kompleks wieżowców będący świadectwem rodziny Rockefellerów i amerykańskiego snu, w poszukiwaniu którego przed laty do USA ciągnęły z Europy tysiące emigrantów. Dosłownie kilka kroków dalej znajdziemy się na Times Square- miejscu, gdzie latarnie są zbędne, bo stojąc na środku otaczać nas będą jedynie dziesiątki świecących reklam i szyldy sklepowe. Najdroższa powierzchnia reklamowa świata i miejsce, w którym co roku, Nowy Jork świętuje Nowy Rok! Najlepiej wybrać się tutaj wieczorem, bo efekt milionów świecących pikseli, ekranów i neonów aż przyprawia o zawrót głowy. Naturalnie, na Manhattanie znajdują się nie tylko dzielnice Chińska czy Włoska. Całkiem sporych rozmiarów obszar zajmuje również dzielnica Koreańska, gdzie można zjeść podobno lepiej niż w Seulu! A jeżeli jesteśmy przy jedzeniu, to każdemu polecam spróbowanie, a jakże, pizzy nowojorskiej! I nie trzeba tutaj rozsiadać się w restauracji i godzinami czekać na zamówienie! Pizza nowojorska, to pizza w biegu! Wejdź po prostu do jednego z setek niewielkich lokali i zabierz z sobą kawałek margerity czy peperoni na drogę. Taka przyjemność to koszt od 1 do 5 USD w zależności jaki rodzaj pizzy wybierzemy. Choć bezapelacyjnie symbolem fast food w USA jest Hot-Dog, tego niestety w Nowym Jorku polecić nie mogę. Choć tani, bo również są miejsca, gdzie można ten przysmak kupić za dolara, to smak na pewno nie pozostanie w naszej pamięci na długo. Często zimny i bez smaku. Ot, taka szybka i tania przekąska, po której i tak zaraz będziesz głodny.





Kiedy już się najemy, możemy kontynuować nasz spacer. Idąc na północ przez Manhattan znajdziemy się w Central Parku. Latem miejsce to w dni wolne od pracy aż tętni życiem. Spotykają się tutaj nowojorczycy na spacery ze swoimi psami i na pikniki pod gołym niebem w jednym z niewielu miejsc na mapie miasta, gdzie można uciec od wielkomiejskiego zgiełku.
Wędrując po Nowym Jorku warto jeszcze opuścić Manhattan i udać się na Brooklyn, gdzie znajdziemy żydowską dzielnicę Williamsburg zamieszkiwaną przez najbardziej ortodoksyjnych wyznawców Judaizmu – Chasydów oraz oczywiście do polskiej dzielnicy, czyli na Greenpoint. Znajdziemy tutaj wiele barów i restauracji serwujących dania kuchni polskiej. Jeszcze kilkanaście lat temu to miejsce, podobnie jak Chinatown aż pękało w szwach od Polaków a na ulicach słychać było jedynie nasz ojczysty język. Dzisiaj, Greenpoint traci już swój polski sznyt. Młoda emigracja, ze względu na znajomość języka wybiera inne kierunki z dala od wielkich skupisk polonijnych. Warto też od tak po prostu przejść się po Greenpoincie nie tylko ze względu na polskiego ducha unoszącego się jeszcze mimo wszystko między otaczającymi ulice budynkami, ale choćby dla tego, aby odpocząć od zgiełku i hałasu, widocznego w oddali Manhattanu.
Nowy Jork to miejsce niesamowite. Pełne ludzi, pełne życia, różnorodne i szalone. Chyba na całym świecie niema drugiego takiego miasta. Warto więc odwiedzić je chociaż na chwilę, aby poczuć, jak żyje i oddycha Ameryka. Ostrzegam jednak, że jeżeli przyjedziesz, drogi czytelnik, tutaj choć raz, będziesz chciał tutaj wrócić. I choćbyś wracał tutaj regularnie i odwiedzał to miasto setki razy, to za każdym razem znajdziesz w nim coś nowego. Na tym polega właśnie jego piękno. To właśnie Nowy Jork.




Dodaj komentarz