Ahoj przygodo! Ruszamy w rejs statkiem wycieczkowym! Jak to wygląda, czy bardzo buja, czy będziesz się nudzić na pokładzie oraz czy chciałbyś przemierzać świat w pływającym hotelu?

Zanim powstały setki tysięcy kilometrów autostrad a niebo przecinać zaczęły wielkie, blaszane ptaki, znane później jako samoloty, jedyną opcją dla człowieka antycznego czy też średniowiecznego była podróż łodzią. W starożytnym Egipcie po nilu pływały feluki, do brzegów antycznej Grecji przybijały Triery a wikingowie do transportu na niezbadany ląd używali łodzi o dźwięcznej nazwie Drakkar. Nawet Krzysztof Kolumb w roku 1492, Amerykę odkrył płynąc właśnie na pokładzie okrętu. 

Lata mijały, następował postęp technologiczny, powstawały samochody, autobusy, samoloty i motocykle. Odległości na świecie zmniejszały się w czasie a obecnie, podróż z Europy do USA to ledwie 9 godzin. W porównaniu do eskapady Kolumba która trwała tygodniami, to ułamek czasu jaki trzeba poświęcić, aby dotrzeć do swojego, obranego celu. W obecnych czasach, świat znalazł się w zasięgu ręki każdego z nas. Okręty i łodzie w większej części zdegradowane zostały przede wszystkim do rangi transportowej; czy to kontenerowców, czy na przykład tankowców czy też militarnej, jak na przykład lotniskowce czy pancerniki. Mogłoby się zdawać, że pasażerski transport morski, swoje lata świetności ma już dawno za sobą.  Po co płynąć statkiem gdzieś kilka dni, jeżeli można dolecieć tam samolotem w kilka godzin? Czy jest sens spędzania dni i nocy na pokładzie wycieczkowca płynąc żółwim tempem w stronę kolejnego portu? Czy to się w ogóle finansowo bardziej opłaca niż szybki i wygodny samolot? Zaraz wspólnie odpowiemy sobie na te pytania.

Jak już zapewne wiesz, drogi czytelniku, byliśmy na kilku rejsach. Na wyspach Bahama, Alasce, W Meksyku czy na Karaibach. Mało tego! Przed nami kolejny rejs! Już niebawem na drugim końcu świata wsiądziemy na następny potężny statek wycieczkowy i przez bez mała trzy miesiące przemierzać będziemy prawie pół świata! Nietrudno sobie odpowiedzieć więc na pytanie, czy mi osobiście taka forma podróżowania odpowiada. Gdyby nie pasowałoby mi płynięcie żółwim tempem z portu do portu, wybrałbym samolot. Ja jednak bardzo cenię sobie rejsy. Na początek kilka argumentów, które przemawiają na korzyść rejsów turystycznych;

Po pierwsze- wygoda- wsiadamy na statek, idziemy do kabiny i zadomawiamy się w eleganckim i wygodnym pokoju hotelowym na wodzie. Do dyspozycji mamy wszelkie wygody znane z najlepszych hoteli i obsługę na najwyższym poziomie. Co najważniejsze, podczas kiedy zapada zmrok, a my układamy się do snu, nasz pływający hotel transportuje nas w kolejne miejsce! Następnego dnia, wypoczęci możemy ruszać na podbój kolejnego celu na mapie naszych przygód.

Po drugie- wyżywienie- Na statku nie można być głodnym. Na pokładzie znajdziemy bufety, bary szybkiej obsługi i wykwintne restauracje. Znów nie tracimy czasu na przestój w podróży i wizytę w przydrożnej restauracji. Podczas kiedy my zajadamy się wymyślnymi potrawami, nasza restauracja, płynie dalej!

Po trzecie- rozrywka- Na pokładzie każdego statku wycieczkowego nie sposób się nudzić. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie! Są teatry, kasyno, siłownia, kluby muzyczne, wieczorki komedii, sklepy wolnocłowe i niezliczona ilość barów, serwujących kolorowe drinki. A wszystko to, a jakże, kiedy statek płynie dalej!

A wiesz drogi czytelniku, co w tym wszystkim jest najlepsze? To, że zarówno hotel, jak i wyżywienie, teatry i kluby oraz wspomniane kolorowe drinki, zawierają się najczęściej w całkowitej cenie biletu! W teorii więc, płynąc w taki rejs, nie potrzebujesz żadnej gotówki! Cokolwiek chcesz robić na pokładzie, jest już z góry opłacone. 

Naturalnie, są i minusy a największym z nich jest pogoda. Nie jest to regułą i podczas naszych morskich podróży nie zdarzyło się to zbyt często, ale, dwa dni ze sztormem potrafią popsuć humor. Kiedy podczas naszego rejsu przez Kanał Panamski, nasz statek kierował się już wzdłuż zachodniego wybrzeża USA do Seattle, na Pacyfiku pewnego słonecznego, choć wietrznego dnia, pogoda nie dopisała. Wysokie fale rozbijały się o kadłub statku, kołysząc nim na boki i z przodu do tyłu. Mi osobiście takie kołysanie nie przeszkadzało, daleko było jeszcze do sytuacji, kiedy to stoły i krzesła przesuwają się po pokładzie, ale mimo wszystko, ci bardziej wrażliwi pasażerowie, w tym i moja żona, spędzili praktycznie cały dzień w kabinie, chcąc być blisko toalety w przypadku, gdyby… no cóż wiadomo o co chodzi. 

Kolejny minus, o którym warto wspomnieć, który zapewne dla części pasażerów nie jest niczym istotnym to swoista klaustrofobia przez przestrzeń. Wiem, brzmi to nielogicznie, ale wyobraźmy sobie ten ogromny statek, na którym jesteśmy. Jest noc. Nad nami jedynie miliony migoczących gwiazd. Dookoła ciemność a my jesteśmy na statku. Nie ma w tym momencie ucieczki. Statek nie zatrzyma się i nie zejdziemy z niego, bo nie ma gdzie. Jesteśmy pośrodku bezkresnego oceanu i jesteśmy zdani na łaskę kapitana oraz pogody. Dziwne uczucie. Szybko mija jednak, bo za chwilę zaczyna się kolejny pokaz w teatrze a zaraz potem kolacja i dyskoteka na piątym poziome zaraz za naszym ulubionym barem, więc zbyt wiele czasu na analizę swojej sytuacji wobec natury nie ma.

Jak wiemy już, samolotem w obecnych czasach dolecimy wszędzie. A gdzie takim statkiem można popłynąć? Cóż, również bez mała wszędzie! Choć w USA takie rejsy to ogromna część przemysły turystycznego, to również i w Europie czy Azji nie zabraknie kierunków jakie można wybrać. Za Atlantykiem, najpopularniejsze kierunki to oczywiście Karaiby, Meksyk i Bahamy. Statki wypływają z praktycznie każdego większego portu wokół Zatoki Meksykańskiej czy z miast położonych u wybrzeży Atlantyku na Florydzie. Od dwudniowych, krótkich wycieczek z na przykład Miami na Bahamy i z powrotem do kilkutygodniowych podróży po dziesiątkach wysp karaibskich. Ceny za takie wycieczki wahają się w zależności od długości podróży, armatora, z usług którego chcemy skorzystać aż po rodzaj kabiny jaką wybierzemy na statku. Na Bahamy z Miami na dwa dni, popłynąć można już nawet od 99 USD. W cenie, tak jak wspomniałem na powyżej, mamy nielimitowany bufet i napoje. Niestety, dla miłośników trunków wysokoprocentowych, na krótkich rejsach, alkohole często są płatne dodatkowo.

Jeżeli jednak, nie chcemy tracić czasu na lot za ocean, również i Europa ma wiele ciekawych tras rejsowych. Możemy wybrać się na Morze Śródziemne odwiedzając Francję, Włochy, Hiszpanię czy Chorwację lub na północ kontynentu i wybrać rejs po Fiordach w Norwegii. 

Możemy wsiąść na statek w Tokio i zejść z niego w Singapurze, mamy możliwość zaokrętowania się w Dubaju, aby po tygodniu postawić nogę na Seszelach lub w RPA. Możemy wręcz opłynąć cały świat i przede wszystkim dobrze się przy tym bawić. A jak już wspominałem, zabawy na pokładzie nie brakuje. Praktycznie od samego momentu, kiedy postawimy nogę na pokładzie od razu czujemy wakacyjny klimat. Na statku nie obowiązują pieniądze. Za wszystko płacimy wielofunkcyjną kartą, która jest naszym kluczem, kartą płatniczą oraz identyfikatorem podczas opuszczania statku i powrotu na pokład w trakcie wizyt w portach na trasie rejsu. Trzeba więc uważać, bo ciągłe przeciąganie karty, czy to w kasynie czy sklepach wolnocłowych, na koniec rejsu, może przygotować nam niemiłą niespodziankę w postaci sporego rachunku, który automatycznie zostanie uregulowany z podłączonej do naszego konta karty kredytowej. Kiedy jednak, mając już kartę, udamy się do naszego pokoju tudzież kajuty, w żargonie „wilków morskich”, naszym oczom ukaże się, cóż, typowy, choć odrobinę mniejszy niż na lądzie pokój hotelowy. Każda kabina na statku ma łóżka, jedno małżeńskie, dwa pojedyncze lub i cztery w przypadku kabin rodzinnych, pełną łazienkę z prysznicem i WC, stolik z kanapą, toaletkę z lustrem oraz kilka szafek i szafę na ubrania. Najbardziej jednak znaczącym elementem, odróżniającym od siebie poszczególne kabiny jest okno lub jego brak. Najtańsze oczywiście są kabiny bez okien w wewnętrznej części statku. Droższe są kabiny z pojedynczym oknem, zewnętrzne, droższe od tych z oknem są kabiny z balkonami a najdroższe są apartamenty, składające się z sypialni, salonu i pokaźnego balkonu, wyposażonego najczęściej w jacuzzi. Takich jednak apartamentów jest najmniej, bo i kosztują wielokrotność sumy jaką zapłacić trzeba za kabinę wewnętrzną. Statki wycieczkowe różnią się od siebie pod względem wysokości, długości, ilości zabieranych pasażerów czy tonażu. Łączy je wszystkie jednak rozkład poziomów i pięter. Pierwsze kilka, najniższych poziomów to kabiny. Tutaj nie dociera żadne życie rozrywkowo- towarzyskie statku. Na samym dole się śpi. Nic więcej. Piętra pośrodku statku, poza dużą ilością kabin, w większości zewnętrznych oferują już kilka sklepików i galerie. W tylnej części statku, zazwyczaj znajduje się restauracja, do której wejść można niekiedy z dwóch poziomów. Im wyżej naszego pływającego hotelu jednak się znajdujemy, tym więcej dookoła nas się dzieje. Ostatnie dwa, trzy lub i cztery poziomy statku, w zależności od jego ogólnej wielkości to restauracje, bary, baseny, boiska do koszykówki czy tenisa, pokłady z leżakami do opalania a także, co wprawiło nas w osłupienie podczas rejsu na Alaskę, również i tor gokartowy pozwalający każdemu z pasażerów wziąć udział w wyścigu podczas gdy… oczywiście, hotel płynie dalej.

Będąc już więc na górnych piętrach statku, warto zajrzeć do restauracji, a właściwie bufetu. Tutaj codziennie zjemy śniadanie, lunch oraz kolację. Przerwy między posiłkami są tak krótkie, że niemożliwym jest, aby czuć głód, kiedy obsługa zmienia bemary z daniami. Gdyby jednak, ktoś zapomniał zjeść lub przegapiłby obiad, na większości statków znajdują się bary typu fast food, funkcjonujące praktycznie całą dobę. Znajdziemy tak pizzę, hamburgery, hot-dogi, kanapki a nawet ostre skrzydełka. Jeżeli jednak, zapragniemy zjeść coś bardziej wykwintnego, możemy udać się do wspomnianej wcześniej restauracji, gdzie kelner zaprowadzi nas do stolika a później przyniesie wybraną przystawkę, danie i deser. Po kolacji warto wybrać się na drinka. Tego szukać na żadnym statku nie trzeba zbyt długo. Praktycznie każdy pokład, na którym znajdują się jakiekolwiek przestrzenie rozrywkowe czy komercyjne, posiada jeden lub dwa bary. Każdy z nich stylizowany jest oczywiście w innej tematyce, lecz w każdym z nich, znajdziemy imponującą ilość najróżniejszych światowych trunków, również i tych z wyższej półki! Co ciekawe, podczas rejsu na Alaskę oraz przez Kanał Panamski, na pokładzie statków należących do operatora Norwegian Cruise Line, udało mi się znaleźć Polskie piwo! Wybór więc drinków i trunków jest przeogromny. A kiedy ulubiony napój mamy już w dłoni, możemy udać się do teatru. Tutaj, praktycznie co wieczór czeka na nas inna atrakcja. Czasami koncert, czasami przedstawienie a innym razem pokaz magii. Minuty więc mijają w sielskiej atmosferze i na dobrej zabawie, a statek… zgadnijcie… płynie dalej w stronę kolejnego portu na naszej mapie podróży. 

Kiedy jednak dzień dobiegnie już końca i cały wycieczkowiec układa się do snu, również i my wracamy do kabiny. Prysznic, szybka toaleta i już wtuleni w czystą i pachnącą pościel, zasypiamy czekając na kolejny dzień pełen przygód. 

Kiedy kolejny dzień przyjdzie jednak, zaraz po śniadaniu, kiedy statek dobije już do lądu zejdziemy nań, aby eksplorować kolejne miasta i miejsca na naszym szlaku. Dzięki wspomnianej karcie, służącej jako klucz, karta płatnicza i identyfikator, w wielu miejscach na Karaibach czy Bahama, nie musieliśmy nosić z sobą nawet paszportu! 

Warto tutaj wspomnieć, że kiedy zejdziemy na ląd i rozpoczniemy eksplorację miejsca, gdzie nasz hotel zacumował, mamy określony czas jaki możemy spędzić na lądzie. Czasami jest to 12 godzin, niekiedy 8 a czasami również i 5. To jak spędzimy ten czas zależy tylko od nas. Oczywiście punkty turystyczne na pokładzie oferują dziesiątki zorganizowanych wycieczek i atrakcji, ale praktycznie zawsze, te same oferty mają lokalne punkty turystyczne na lądzie i to sporo taniej. Bez względu jednak na to, co będziemy na lądzie robić i jak spędzimy dany nam czas, bezwzględnie musimy wrócić na statek co najmniej pół godziny przed planowanym wyjściem jednostki z portu. Statek na nas nie poczeka! Niestety raz byliśmy świadkami, jak w Meksyku, dwoje roztargnionych pasażerów biegło betonową keją w stroną statku, z którego pasażerowie jedynie machali im oddalając się od nabrzeża w stronę kolejnego portu. Co w takim wypadku spóźnialscy mogą zrobić? Jedynie starać się we własnym zakresie znaleźć transport do kolejnego portu, aby wrócić na statek. Zegar na pokładzie to rzecz święta! 

I w ten sposób kończy się kolejny dzień na pokładzie. Śniadanie, zwiedzanie, kolacja, zabawa. Brzmi monotonnie? Możliwe. Dla tego jestem przekonany, że nie jest to sposób spędzania czasu i wakacji który odpowiadać będzie każdemu. My osobiście uwielbiamy usiąść w barze położonym na najwyższym poziomie statku i popijając drinka patrzeć, jak ląd oddala się i znika z oczu w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Po aktywnym i napiętym dniu na lądzie, gdzie zawsze staramy się wykorzystać do cna dany nam czas, lubię, kiedy wiem, że jedyne, za co jestem teraz odpowiedzialny, to dobrze się wyspać przed kolejnym dniem pełnym przygód. Rozrywka, bogata oferta kulinarna oraz wszelkie atrakcje jakie oferuje nam statek wycieczkowy nigdy nie sprawiły, żebym odczul niechęć do tego typu podróżowania. A kiedy jemy kolację, pijemy drinka a później układamy się spać… to statek płynie dalej… Dobranoc!

P.S. Poniżej znajduje się krótki filmik gdzie możesz zobaczyć moimi oczami jak wygląda statek turystyczny oraz jak przebiega na nim życie. Zapraszam do obejrzenia!

Dodaj komentarz