Dwa tygodnie w kraju kwitnącej wiśni, czyli moje wrażenia po wizycie w Japonii.

Nigdy wcześniej nie byliśmy w dalekiej Azji tym bardziej cieszyłem się na planowany z dużym wyprzedzeniem pobyt w Japonii. Podróż zacząć mieliśmy w Tokio a później na pokładzie statku, zatrzymać mieliśmy się jeszcze w kilku miastach, dzięki czemu i na co bardzo liczyłem, miał nam się ukazać wizerunek prawdziwej Japonii. Nie tylko ogromnego Tokio, ale też mniejszych i bardziej kameralnych miast i miasteczek na naszym podróżniczym szlaku.

Zacznijmy jednak od stolicy. Tokio to przeogromna metropolia, będąca chyba największym miastem świata z populacją przekraczającą 20 milionów mieszkańców. Jak ogromne jest to miasto przekonaliśmy się wjeżdżając na jeden z dostępnych w mieście tarasów widokowych. Z bodajże pięćdziesiątego piętra nie dało się dostrzec nic innego tylko domy. Ciągnące się po horyzont dachy mniejszych lub większych budynków. To czym Tokio nas zdziwiło, to fakt, iż miasto nie ma jako takiego bezpośredniego centrum. Na przykład Warszawa ma swoje śródmieście, gdzie mieszczą się biurowce, siedziby mają duże firmy, jest główny dworzec kolejowy komunikacyjny itp. W Tokio, takich skupisk biurowców jest kilka. Na przykład Shibuya czy Shimizu- obie te dzielnice są jak miasta w mieście, gdzie potężne wysokościowce górują nad krajobrazem miasta. W Tokio kilka razy mieliśmy sytuację, kiedy przechadzając się przez biznesową dzielnicę wystarczyło przejść tory kolejowe, aby znaleźć się natychmiast w mieszkalnej dzielnicy pełnej małych domków jednorodzinnych i wąskich uliczek, gdzie życie płynie wolniej.

Tokio nas ujęło i zakochaliśmy się w tym mieście. Jego różnorodność i łatwość eksploracji w dzień oraz niesamowite i jedyne w swoim rodzaju nocne życie po zachodzie słońca. Tokijczycy, choć większość z nich nie mówi po angielsku zawsze byli dla nas mili i chętni do pomocy. Co nas zaskoczyło jednak i sprawiło, że przez pierwszych kilka dni nie mogliśmy się do końca odnaleźć w tej metropolii to cisza. Cisza w metrze, cisza na chodnikach. Nikt nie krzyczy, nikt nie rozmawia przez telefon. Jedyny hałas jaki potkaliśmy na swojej drodze dobiegał do naszych uszu, kiedy wkraczaliśmy w turystyczne obszary pełne podróżnych odwiedzających stolicę Japonii. Tokijczycy, choć bardzo punktualni, nie śpieszą się. Przez cały tydzień w stolicy Japonii ani razu nie widzieliśmy nikogo, kto biegłby do pociągu metra po usłyszeniu charakterystycznej muzyczki podczas zamykania drzwi. Warto też dodać, że choć w tokijskim metrze zazwyczaj panuje ścisk, pociągi są punktualne niemalże co do sekundy! Czas i kultura u Japończyków odgrywają w życiu bardzo ważną rolę. Nawet podczas przechodzenia przez jezdnię, stojąc na pasach, Tokijczycy ustawiają się w kolejce, aby przejść na drugą stronę ulicy. Nikt nikogo nie wyprzedza a o dziwo, jedyne osoby na chodnikach, które śpieszą się i wymijają idących swoim tempem mieszkańców stolicy to turyści śpieszący w stronę kolejnej atrakcji na mapie tego ogromnego miasta. Tak jak wspomniałem na początku Tokio nas zauroczyło i na pewno wkrótce poświęcę temu miasto osobny wpis na tym blogu. Dzisiaj jednak piszę o całej Japonii, a jak okazało się po całych dwóch tygodniach w kraju kwitnącej wiśni, Tokio to nie cała Japonia a Japonia to nie tylko Tokio. 

Kiedy opuściliśmy miasto i dotarliśmy do pierwszego przystanku na mapie kraju – Nagoya – czuliśmy się… no cóż, rozczarowani. Nagoya, choć zaprezentowała się jako bardzo duże miasto, nie miała tego ducha i uroku co potężne Tokio. Oczywiście było kilka zabytków, charakterystyczna dla Japonii architektura, ale czegoś nam brakowało. Podobnie było w Osace. Ot kolejne duże miasto. Naturalnie zwiedziliśmy tam piękny zamek, rozległe parki i nowoczesne dzielnice, ale nadal, po wizycie w stolicy Japonii, czegoś nam brakowało. Pierwszy raz, kiedy tak na prawdę zapomnieliśmy o Tokio to, kiedy odwiedziliśmy Kyoto. Prawdopodobnie dla tego, że nijak dało się porównać z sobą te dwa miasta. Tokio nowoczesna i tętniąca życiem stolica a Kyoto, poprzednia stolica Japonii pełna zabytków i reliktów przeszłości takich jak zamek w Kyoto czy liczący kilkaset lat pałac cesarski. Na ulicach miasta nadal było tłoczno, ale czuć było, że życie płynie tutaj spokojniej niż w Tokio. Najlepiej chyba porównać te dwa miasta stawiając obok siebie Warszawę i Kraków, czyli dawną i obecną stolicę Polski. Im dalej jednak odpływaliśmy od utartych szlaków turystycznych, tym Japonia bardziej zmieniała swoje oblicze. Na Okinawie pomimo kilku większych dzielnic z wieżowcami, barami czy restauracjami, czuć było wakacyjny klimat. Podobno nawet Okinawa nazywana jest Hawajami Japonii. Coś w tym jest, bo pomijając lazurowe wody otaczające wyspę, będąc tam na własnej skórze czuliśmy klimat wakacji. Palmy, plaże i knajpki. Prawie na koniec naszej wizyty w Japonii zawitaliśmy jeszcze na wyspie Oshima, gdzie po zejściu ze statku, czuliśmy się bardziej jak w kraju trzeciego świata aniżeli w nowoczesnej Japonii. Faktycznie, piękne widoki dookoła. Tropikalna roślinność i góry porośnięte palmowymi gajami i gęstymi drzewami, ale samo miasto Naze, sprawiało wrażenie zapomnianego przez świat. Niskie budynki, ogromny port i parę osób na ulicach. Japonia przyzwyczaiła nas, że wszystko jest poukładane i czyste. Oshima pokazała, że z dala od dużych miast jest zupełnie inaczej. Nie opuszczaliśmy wyspy z żalem, choć trzeba przyznać, że i tutaj kolejny raz przekonaliśmy się jak życzliwi i chętni do pomocy są Japończycy. Odwiedziliśmy lokalną destylarnię Whisky a przemiły pracownik owego przybytku nie dość, że oprowadził nas po obiekcie, to jeszcze podarował nam w prezencie butelkę produkowanego tutaj destylatu. 

Podróż po Japonii zakończyliśmy w Nagasaki. Mieście, które sławę zyskało z uwagi na bombę atomową, jaka spadła na miasto z rąk amerykanów podczas drugiej wojny światowej. Obecnie, spacerując po mieście nie widać nic co przypominałoby o wydarzeniach sprzed ponad siedemdziesięciu lat. Jedynie muzeum w centrum miasta i pomnik pamięci przypominają o tragedii jaka spotkała Nagasaki w pewien sierpniowy poranek. Patrząc jednak na samo miasto, Nagasaki jest bardzo nowoczesną i prężnie funkcjonującą metropolią. Spacerując między uliczkami miasta i jego wieżowcami czuć wielkomiejski klimat. Nie ma jednak to nic wspólnego z przeżyciami i doświadczeniami jakich doznaliśmy w stolicy Japonii. Nagasaki to piękne i cudownie położone nad zatoką, wśród gór miasto. Jednak nadal nie skradło ono naszych serc tak jak Tokio.

Jako podsumowanie tej opowieści można powiedzieć jedno; Jest Tokio i jest Japonia. To czego doświadczyliśmy w stolicy, to jak poczuliśmy to miasto i jakie wywarło na ans wrażenie, jest nieporównywalne z niczym innym czego doświadczyliśmy czy widzieliśmy w innych miejscach na mapie Japonii. Nie można więc powiedzieć „Byłem w Japonii” będąc jedynie w Tokio. Nawet z najwyższego tarasu widokowego w mieście nie widać nic poza zabudowaniami aglomeracji miejskiej stolicy Japonii. Warto jednak odkrywać i poznawać ten piękny kraj, ponieważ bez względu na to, gdzie jesteśmy Japonia potrafi zaskoczyć. Potrafi też rozkochać i oczarować. Nas Japonia oczarowała… ale to Tokio nas w sobie rozkochało. Chcielibyśmy tam wrócić choć zwiedziliśmy je już dość dobrze, choćby tylko po to, aby znów poczuć to miasto. Jedyne w swoim rodzaju miejsce na ziemi.

Dodaj komentarz