
Dubaj już od wielu lat dla Polaków jest popularnym celem wakacyjnym. Niektórzy jadą tam odpocząć w prażącym słońcu pustyni, inni wybierają to miejsce z uwagi na niskie ceny i zakupy a kolejni po prostu chcą poznać kulturę bliskiego wschodu, przechadzając się wąskimi uliczkami bardziej odległych od zurbanizowanego centrum miasta dzielnic.
My do Dubaju przypłynęliśmy, a jakże, na statku. Spędziliśmy w mieście ogółem trzy dni. Myślę, że ten czas pozwolił nam dość dobrze poznać miasto, zobaczyć co ma do zaoferowania oraz, oczywiście, zrobić zakupy.
O poranku miasto przywitało nas dość przyjemną temperaturą. Nie było palącego upału a wilgotność, jak to na pustyni, nie przekraczała 30%. Nic dziwnego, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich ciągle panowała wiosna. Skuszeni piękną pogodą ruszyliśmy eksplorować miasto. Z portu, gdzie kotwiczył nasz statek, autobusem turystycznym dostaliśmy się do centrum miasta. Po drodze mijaliśmy dzielnice mieszkalne, punkty usługowe i mniejsze oraz większe biznesy. Jak w każdej większej metropolii świata, naturalnym i nieodłącznym elementem krajobrazu są poranne korki. Spędziliśmy więc w nich dobrych kilka minut, zanim nasz autobus zatrzymał się pod wejściem do chyba największego centrum handlowego na świecie, czyli Dubai Mall. Jeżeli nawet nie jest to największe centrum handlowe świata, na pewno Dubai Mall jest największym handlowym obiektem jaki ja widziałem w swoim życiu. Ze śródmieściem pożegnaliśmy się dość szybko, ponieważ zwiedzanie, chcieliśmy zacząć od bardziej tradycyjnych i starszych dzielnic miasta. Udaliśmy się więc na stary rynek, czyli „Old Souk”. Jadąc innymi drogami mijaliśmy kolejne piękne osiedla mieszkalne, parki oraz zielone skwery, którym nie szczędzono wody, aby ich soczysta zieleń, przełamywała brąz i żółć pustynnych kolorów. Po chwili dojechaliśmy na miejsce. Na początku, lekkie rozczarowanie. Naturalnie, przywitała nas typowa dla regionu, bliskowschodnia architektura, natomiast, cały obiekt handlowy poprzedzający stary rynek, wybudowany został ledwie kilka lat wcześniej, aby stworzyć namiastkę starego arabskiego targu. Próżno szukać tam było aromatycznych przypraw czy kolorowego sukna. Sprzedawcy oferowali jak zwykle w tego typu miejscach tandetne pamiątki i kiepskiej jakości ubrania oraz dekoracje. Przeszliśmy się między pawilonami, zrobiliśmy kilka zdjęć, ale dość szybko opuściliśmy to miejsce kierując się w samo centrum Starego Bazaru zaznaczone wyraźnie na mapie. Trzeba przyznać, że kiedy po chwili spaceru dotarliśmy na miejsce, „Old Souk” przywitał nas, jakby to powiedzieć, lekkim wietrzykiem historii i tradycji. Wreszcie zobaczyliśmy stragany z przyprawami, tradycyjną arabską odzież i złoto, z którego to Bliski Wschód słynie. Niestety, im głębiej w targ, tym czar tego miejsca pryskał, a tradycyjne stragany z charakterystycznymi dla regionu dobrami, ustępować zaczęły miejsca punktom sprzedającym „Dubajską Czekoladę”, tandetę oraz podróbki galanterii znanych światowych marek. Szkoda, że tak to miejsce teraz wygląda. Cóż było robić, opuściliśmy bazar i skierowaliśmy się na drugą stronę kanału na szumnie nazwany „Targ Złota”. Niestety, również i tutaj, mimo swej nazwy, złota w pawilonach i sklepikach próżno było szukać. Znów gipsowe wielbłądy, plastikowe pamiątki i tandeta. Lokalni sprzedawcy, kiedy usłyszeli język polski, starali się nas zwabić do swych przybytków wyuczonymi frazami typu „taniej niż w Biedronce” czy „lepsze niż w Żabce”. Śmieszne, ale liczyliśmy jednak, że oddalając się od nowoczesnego centrum Dubaju uda nam się poczuć tradycję i ducha Bliskiego Wschodu. Niestety nie tym razem.




Wróciliśmy więc do centrum, aby na własne oczy zobaczyć to z czego Dubaj słynie. Zurbanizowane centrum pełne sięgających niemalże nieba wysokościowców a wśród nich, największy ze wszystkich. Najwyższy budynek Świata, czyli Burj Khalifa. Kiedy stałem u stóp budynku i spojrzałem w gór, musiałem nie lada wygiąć kark, aby spojrzeć na czubek wieżowca. Prawdę mówiąc, Burj Khalifa, jest tak ogromny, że dłuższe wpatrywanie się w jego szczyt z podnóża budynku, wprawiło mnie w lekki zawrót głowy. Przy wieżowcu znajduje się wspomniane wcześniej centrum handlowe Dubai Mall, gdzie na 6 przeogromnych piętrach znaleźć można sklepy i butiki światowej sławy firm i projektantów. Przeszliśmy się oczywiście po galerii, ale nie chcąc tracić czasu nie zabawiliśmy tam zbyt długo. Wyszliśmy z galerii na ulice miasta. Całe centrum Dubaju sprawia wrażenie wręcz wyreżyserowanego. Każdy krzaczek, każdy trawnik i bez mała każdy kamień wydają się być ułożony wedle misternego plany zagospodarowania przestrzennego miasta. Szerokie na kilka pasów ulice, ze skrzyżowaniami z lśniącej kostki, na której piszczą opony samochodów podczas manewrów skręcania czy zawracania. Wszędzie wieżowce, biura i apartamentowce. Wszędzie gwar i hałas oraz korki. Tak wygląda centrum Dubaju.





Dzień powoli dobiegał końca. Nie znaczy to jednak, że postanowiliśmy wrócić na statek. Wieczór w Dubaju, to czas zapierającego dech w piersi pokazu fontann znajdujących się u podnóża Burj Khalifa. Co pół godziny, począwszy od godziny osiemnastej, ogromny kompleks fontann wystrzeliwuje przez piętnaście minut w powietrze hektolitry wody w akompaniamencie tradycyjnej muzyki i świateł rozświetlających taflę wody oraz mgiełkę unoszącą się w powietrzu. Okoliczne budynki w tym i najwyższy budynek świata mienią się kolorami tworząc niesamowity pokaz łączący dźwięk, światło oraz wodę. Wspaniałe doświadczenie, kiedy pomyślimy, że przecież cały czas jesteśmy na pustyni!
Zapadał zmrok. Słońce zniknęło już dawno za horyzontem, ale Dubaj wcale nie chciał iść spać. Miasto nadal tętniło pełnią życia. Kolorowe neony i szyldy reklamowe, tysiące świateł miasta oraz setki aut na ulicach dawały nam jasno do zrozumienia, że ta arabska metropolia nigdy nie śpi. Wsiedliśmy więc w turystyczny autobus i wybraliśmy się na wycieczkę, aby zobaczyć, jak miasto żyje w nocy. Mijaliśmy znów wysokościowce śródmieścia, mniejsze dzielnice mieszkalne oraz biznesowe. Pojechaliśmy na sztucznie usypaną wyspę The Palm i zobaczyliśmy sławny na cały świat hotel Atlantis. Autobus, którym jechaliśmy, składał się z dwóch poziomów. Pierwszy, zamknięty i klimatyzowany, oraz drugi całkowicie otwarty. My, spędziliśmy całą podróż dookoła nocnego Dubaju właśnie na górze. Chłodny pustynny nocny wiatr delikatnie owiewał nasze twarze a urok świecących szklanych wieżowców potęgował ogromny księżyc, który niczym ogromna nocna latarnia, rozświetlał cały Dubaj wraz z tysiącami latarni oraz świateł miasta. W powietrzu unosił się delikatni zapach kwiatów. Cudowne i wręcz urokliwe przeżycie.



Późnym wieczorem wróciliśmy na statek. Zmęczeni po całym dniu spędzonym na zwiedzaniu, spaleni przez pustynne słońce, marzyliśmy tylko o prysznicu i łóżku.
Dubaj nas zauroczył i rozkochał w sobie. Jest to miejsce, gdzie nowoczesność i bogactwo miesza się z tradycją i kulturą Bliskiego Wschodu. Nie ma problemu, że młode kobiety spacerują w kusych szortach po ulicach miasta. Nie jest problemy, że chłopak weźmie za rękę swoją dziewczynę oglądając pokaz fontann przy Burj Khalifa. Dubaj to bardzo nowoczesne i postępowe miasto, gdzie mimo, iż jesteśmy Zjednoczonych Emiratach Arabskich a tym samym w państwie Muzułmańskim, możemy czuć się lekko i swobodnie. Nikt nie skrytykował Luizy za odsłonięte ramiona czy klapki. Nikt mi nic nie powiedział, kiedy przytuliłem ją w oczekiwaniu na autobus. Piękne miasto, tradycja i kultura.
Do Dubaju na pewno wrócimy i to na pewno nie raz, a wizytę w tym mieście podczas naszego rejsu, zapamiętamy na długo.
Dubaj to istna błyszcząca perła pośród piasków pustyni! Nie wierzysz? Sprawdź sam! Nie pożałujesz…




Dodaj komentarz